Powroty. Jak pisałem ostatnio – kupiłem laptopa. W związku z tym przenoszę sobie wszystkie dane z fujitsu Marcepana i stacjonarnego w Opolu. Duuużo starych rzeczy teraz przeglądam. Znajduję i oglądam zdjęcia z przed kilku miesięcy i lat, znalazłem film, do którego zacząłem tłumaczyć z niemieckiego napisy i ostatnie linijki dodałem w czerwcu 2006. Teraz sobie obiecałem, że w końcu skończę to tłumaczyć do końca i kurwa zrobię to.
Nawet nie sądziłem, że mam tyle zdjęć. Bardzo dużo tego jest, wielu nigdy wcześniej nie wiedziałem. Po prostu zrzucałem na dysk i zapominałem, bardzo miłe jest teraz odkrywanie tego na nowo, przypominanie sobie wiele miłych sytuacji i chwil, wiele miłych osób. Od razu przypomina mi się Remo i jego potężne archiwum zdjęć, które trzyma chyba od 2004 jeżeli nie wcześniej. Dziesiątki gigabajtów sytuacji, uśmiechów, super. Chciałbym kiedyś skopiować sobie część tych zdjęć, bo są naprawdę niesamowite.
Najtrudniej chyba jest już zacząć pisać. Tak bardzo się przyzwyczaiłem do nie-pisania, że teraz trudno jest mi sklecić chociaż parę zdań. Na szczęście po pierwszej notce już jest łatwiej.
Koniecznie muszę sobie kupić mały aparat, kieszonkowy, albo jakiś bardziej poręczny pokrowiec/plecak/walizkę na lustrzankę, bo cały czas schowana jest w półce. Bardzo żałuję, że w ten weekend nie miałem jej ze sobą. Było super, mimo że zaczęło się boleśnie. W czwartek pękła butelka smirnoffa i tequili, więc rano było ciężko. W pracy zresztą też. Piątek wieczór w Highlanderze na urodzinach u Matysa, długo nie wytrzymaliśmy po ciężkiej sobotniej nocy, ale było miło. Cieszę się, że się z nim zobaczyłem. Długo nie mieliśmy kontaktu, a wcześniej widywaliśmy się często we Wrocku. Sobotni wieczór w Szarej Willi, driny i miły wieczór. W takich sytuacjach żałuję, że nie mam ze sobą aparatu. Zresztą… nie tylko w tych.

Winda w Lukas`ie około 17.

Świąteczne światła na Arkadach, jakiś czas temu już.

Buty ;p

Marcepan w pociągu.

Z windy w Lukas`ie około 6 piętra.

Napis na billboardzie ‘Kocham nie biję’ – plac Orląt Lwowskich.

Mocław przy pracy. Tak szybki, że aż się rozmazał ;-)